Od dzieciństwa marzyłam o tym, by zostać pisarką. Z zamiłowania do notowania, spisywania, zapamiętywania i odgrzebywania rozmaitości powstał ten blog, gdzie publikuję notatki kulinarne, fotografie ręcznie wykonywanych drobiazgów, recenzje przeczytanych książek, obejrzanych filmów i to wszystko, co na co dzień mnie zachwyca.
Nareszcie nadeszły pierwsze tej wiosny ciepłe i pogodne weekendy. Można bez obaw wyruszyć na rowerach za miasto, pojechać na wycieczkę, wybrać się na spacer, albo tak jak ja odpłynąć pracujac w ogrodzie, ciesząc się z kolejnych wystających z ziemi kwiatów. A przy okazji można przygotować wszystko co niezbędne, na nadchodzące majowe piknikowanie. Polecam wszystkim serdecznie!
A wszystkim miłośnikom rustykalnych wnętrz polecam najnowszy magazyn Joasi Green Canoe Style - Wiosna, tworzony z pasją, pełen przepięknych i ciekawych inspiracji, oraz równie magiczny blog autorki.
O tak, szycie relaksuje, jak mało które zajęcie. Porównywalną przyjemność sprawia mi jedynie grzebanie w ziemi, sadzenie ziół, kwiatów i czekanie na pierwsze zielone listki i pachnące pąki.
Ostatnio uszyłam pełne słońca powłoczki na poduszki, według babcinej receptury na poszewkę z falbanką.
Posadzone w ubiegły czwartek potrzebowały zaledwie kilku dni by wypuścić pąki drobnych kwiatów. Roztaczają słodki intensywny zapach, rozjaśniają mieszkanie i przynoszą wiosnę.
Dziś opowiem o jednej z ostatnich książek Erica-Emmanuela Schmitta "Kiki van Beethoven". Książka ta nie jest klasyczną powieścią, czy opowiadaniem, jest czymś w rodzaju humanistycznego traktatu poświęconego muzyce. Główną tezą, z którą zmierza się autor jest asemantyczność muzyki, przekonanie, że muzyka posiada wyłącznie swoją logikę i rozwija się poza jakimkolwiek sensem, lecz mimo to wzrusza, dociera w głąb duszy, podsuwa myśli i tworzy w naszej wyobraźni imponujące obrazy.
Książka ujęła mnie swoją sugestywnością i precyzją, z jaką obudziła we mnie to, co postrzegałam dotychczas wyłącznie intuicyjnie.
W niezwykły sposób autor kreśli niekiedy psychologiczną, choć może lepiej byłoby powiedzieć humanistyczną sylwetkę Beethovena, gdyż bardziej niż muzykiem, geniuszem, czy kompozytorem był on właśnie humanistą.
"Kiedy wierzysz w ludzkość, nie lubisz człowieka takim, jakim jest, tylko takim, jaki powinien być. Trzeba mieć wizję ideału, żeby się wkurzyć. Gdy chce się być humanistą, trzeba zrezygnować z tłumu i zaakceptować samotność."
Beethoven, jak mało kto to rozumie, i przy pomocy muzyki wyjaśnia, że w centrum zainteresowania stoi istota ludzka; silna, duża, zachwycająca, nigdy się niepoddająca. Zaszczepia religię człowieka. Wiara w człowieka zastępuje u niego wiarę w Boga, co czyni jego muzykę pierwszą w historii humanistyczną muzyką.
"Największe dzieło Beethovena "Hymn do radości", pozostaje zarazem najbardziej dostępne: to msza ludzkości, która przyjmuje każdego, bez wyjątku, która pokazuje nam, że musimy pokonać cierpienie i rzucić się w radość."
Beethoven swoją muzyką prezentuje pewną koncepcję wszechświata, zbudowaną na wierze w pojedynczego człowieka. Choć sam, stawiając czoło całej masie przeszkód - biedzie, głuchocie, porażkom miłosnym, chorobom głęboko wierzył w ludzi, ale wiary tej nie należy mylić z indywidualizmem. Beethovenowi chodzi o ideę, według której jednostka ma dar, moc bycia sobą, zmieniania sobie współczesnych, a nawet potomnych, moc wpływania na społeczeństwo.
Beethoven ożywia emocje, wstrząsa uczuciami, podpowiada, że każdy człowiek może czemuś służyć, walczyć, zaangażować się, kochać.
Celem nie jest jednak zmiana losu człowieka, bycie nieśmiertelnym, wszystkowiedzącym, wszechmocnym, celem jest to, aby się w tym losie odnaleźć. Najpierw jednak trzeba zaakceptować swoją kruchość, słabość, cierpienie, bezradność, porzucić złudzenia, że wszystko wiemy. Beethoven buduje swoją moralność na fundamentach humanizmu, odwagi, dążeniu do wielkości i wyborze radości, a nade wszystko na nieporzucaniu zobowiązań.
Radość jest niczym innym jak przyjemnością życia i pragnieniem korzystania z niego. Radość to postawa, w której człowiek o nic nie prosi, niczego nie żałuje, na nic się nie skarży, za to celebruje, dziękuje. Radość jest wdzięcznością. To uczucie zupełnie odmienne od oszołomienia i rozrywek, którymi karmi się współczesność, nie próbując nawet radości.
Mało które kwiaty, tak jak hiacynty pobudzają do życia i odurzają swoim zapachem. Na aromat hiacyntów składają się niezwykle orzeźwiające, uderzająco świeże i odrobinę orientalne nuty zapachowe.
Hiacynty bowiem, to rośliny cebulowe o charakterystycznym, intensywnym, lecz prawdziwie wiosennym zapachu. Gęste kwiatostany przyoblekają białą, różową i niebiesko-fioletową barwę.
Hiacynty kosztują niewiele i są łatwe w pielęgnacji. Nie wymagają częstego podlewania, gdyż magazynują wodę w łodydze i cebuli. Osiągają ok. 20-25 cm, więc niewiele więcej niż szafirki, krokusy i przebiśniegi. Są ozdobą nazych ogrodów od marca do maja, lecz dzięki specjalnemu systemowi produkcji, można się nimi cieszyć już od późnej jesieni. Cebulki do pędzenia są dostępne w sprzedaży od sierpnia. Jeżeli jeszcze jesienią chcemy aby nasz dom wypełniła orientalna woń hiacyntów, musimy posadzić cebulki, tak szybko, jak to tylko możliwe, jednak nie później niż w pierwszym tygodniu września.
Wczoraj te ogromne cebulki hiacyntów wyszperałam na giełdzie kwiatowej i zabrałam do domu.
Posadziłam w słonecznej owalnej donicy i czekam z niecierpliwością, aż zakwitną białymi kwiatami:)
Wiosnę najłatwiej spotkać w lasach, na łąkach i w ogrodach. Oznaką budzącego się do życia lasu są delikatnie kwitnące zawilce.
Zakwitają wczesną wiosną. Początkowo pojedyńczo, niesmiało, szybko jednak przemieniają się w zielone kobierce ozdobione białymi, a niekiedy żółtymi kwiatami.
Aby je spotakć trzeba wybrać się na spacer do lasu liściastego. Zawilce lubią żyzną glebę i półcień, dlatego najlepiej rosną w wielogatunkowych lasach liściastych, mieszanych, w zaroślach a nawet parkach.
Warto wczesną wiosną udać się do lasu, aby zobaczyć jak te delikatne roślinki wypełniają szarą i zimową ściółkę, soczyście zielonymi kobiercami.